wychodzę zapalić na taras

po drugiej stronie ulicy
młodzi małżonkowie pucują
samochód. błyszczy lecz oni
nadal polerują karoserię,
jakby chcieli dotrzeć do
blasku wzajemnej miłości.

ona ucieka lecz nie chce uciec.
on jej nie goni, podąża za nią.
z kalenicy na buk, z buka
na żywopłot. pióra obu
nastroszone. ona lotem
tanecznym. on naśladuje jej lot.
taniec godowy kosów. od
marca do lipca, myślę, będę
słyszał jego miłosne pieśni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz