krewka okolica

Kiedy było jeszcze połączenie kolejowe między Kruszwicą a Inowrocławiem,
jeździłem do liceum w wagonie "dla dojeżdżającej młodzieży szkolnej".
Pociąg zatrzymywał się czterokrotnie.
Pewnego dnia poróżnili się w Rożniatach.
Pierwsze obelgi padły w Tupadłach.
Kłótnia zmąciła rozumy w Mątwach.
Gdy mijali Rąbinek, rąbali się pięściami po gębach.
Z dworca w Inowrocławiu zostali zabrani przez pogotowie.


























popsuty pies

idę na skraj lasu posłuchać słowika
mijam domy w ogrodach szczekania za płotami

czego hałasujesz głupolku mówię do najgłośniejszego
a ten dalej ujada

przystaję i z rykiem naśladującym odgłosy lwa
podbiegam do płotu za którym pieni się pies

milknie podwija ogon ucieka skomląc
chowa się za domem

gdy wracam z lasu przed domem z przestraszonym psem
stoi jego właściciel wraz z sąsiadem

stuka się palcem w czoło wskazuje na mnie

już ujada gada już uj

tango gnat

Ikar raki     korka krok     gra warg     skok w koks
walki siklaw   Kraka kark     bar krab     nikt kin
kata atak     kurka kruk     par trap     gór wróg

mota atom     portu trop     trop sport   zło zołz
mili kilim    targa grat     żal plaż     plan Alp
nosa fason    dupa pud       pysk syp     pół głup

barak arab    buka kub       żuj już      wór krów
nora baron    toku kot       rób gbur     rób w bór
góra w twaróg  kota tok       run knur    daj jad

puka zakup    luki kul       żur róż      dasz sad
soli silos    mody dom       pąk kąp      wyr zryw
a tu huta     leci cel       masz sam     min z nim

a tu buta     soli los       talk lat     pół słup
a tu nuta     sali las       pra karp     kiw kwik
wali pilaw     mały łam       małp łam     są wąs

kino konik     ładu dał       mat tam      mus sum
oni wino      barda drab     pęk kęp      sęk kęs
oni kino      soku kos       tka akt      co noc

owi piwo       warty traw     siw zwis      cep spec
lody wydol     noże żon       brak skarb    pal klap
lady wydal     żywy wyż       kur bruk      kar brak

może jeżom     nysy syn       pułk łup      że też
morda kadrom   domu mod       bon snob      ton knot
merda kadrem   buli lub       bełt łeb      mars sram

muzorozum

niejednemu umysłowi śpiew
słowika uzmysłowił jak
wysłowić się bez pustosłowia

matoła mało tam
ma doła i ciało dam

o świcie śpiew śpi słowik
łowi pokarm dla piskląt

o zmierzchu sławi spokój

wysławiam się ponieważ
nie jestem cesarzem chińskim
nie zjadam słowiczych serc
często słucham słowika

dla wyobrażeń przestrzeni
dźwięków z epoki
dominacji dinozaurów





Oto, co między innymi, napisała Małgorzata Sochoń na portalu poezja-polska o tym wierszu:
....Jak czytam palindromy, to oczywiście najpierw się uśmiecham, bo jest w nich coś "łaskoczącego". To coś jest w ich brzmieniu, które często przypomina żart.

matoła mało tam

Inaczej brzmi oświadczenie "w śpiewie słowika widzę mądrość" a inaczej "matoła mało tam". Uporządkowanie i piękno, brak pustosłowia to jest śpiew słowika!

matoła mało tam!:)

"ma doła i ciało dam"

Ciało dam to powabność. To, co zachwyca elegancją, pociąga. A mieć doła oznacza ludzki smutek, rozrzewnienie ... noc! W słowiku - dwa w jednym. Co za połączenie.

matoła mało tam
ma doła i ciało dam

- jak czytam te dwa wersy, które są też do siebie podobne (matoła/ ma doła, mało tam/ ciało dam), w których pulsuje fajna słowna gra to po prostu się cieszę, że je napotkałam, że się nimi mogę bawić w myślach, że moje myśli są "połaskotane".   ...


słowik

pierwszy raz od lat
śpiewa już dwa tygodnie
na skraju lasu

koty krogulec
sroki mogą mu zniszczyć
gniazdo zjeść dzieci

chodzę tam co dzień
żeby sprawdzić czy nadal
nic się nie stało

w ogrodzie wokół
domu moich urodzin
śpiewał tak samo

tego ogrodu
już nie ma a w domu są
biura jakichś firm

sroka

czym dla rzemieślnika wyrobów ze słów śpiew słownika i słowika, tym sroka dla oka i ucha i oka, echo op - art'u, papuga północy, banan na wierzbie, banał stroju stróża na pogrzebie, hiena co kaszkę warzy,
złodziejską strawę, pióra błyszczą trawą, niebem i śniegiem, skrawki filmu niemego w kolorowym o żałobie po korze brzozy, filip z konopi spadł z byka i udaje greka krzycząc: coś pan hiszpan,
pingwinowi urósł ogon i lata jak czarny krzyż, czarne oko w czarnym łebku czaruje, że barwy upierzenia potwierdzają bycie dobra oprócz zła, dźwiękowy wzór dla konstruktorów automatycznej broni, nic nie uratuje piskląt sikorki, drozda, pokrzewki, pokrzywnicy, mysikrólika i zięby gdy je wypatrzy, czy współczucie dla jej ofiar ma sens?
czy nie jest zbędnym balastem dla mnie?
czy jest niezbędną cechą człowieczeństwa?
czy stawianie takich pytań nie wykracza poza zakres obowiązków rzemieślnika wyrobów ze słów?

żywioły łoi wyż

rzeka mawia do wiatru
staraj się stary staraj
ty młody ja niestara
może będzie z nas para

ja nie rzucam słów na wiatr

wiatr narzeka na rzekę
tyle sił tracę na jej
fale do tego każde
nadbrzeżne drzewo mnie drze

nie wiem jak mam się ukarać

spacer 12.04.2020

mlecze jaskry stokrotki
wzrok błąka się po łące
drozd śpiewak kos pokrzewka
słyszane z głębi lasu

i jeszcze pierwsze świerszcze
cytrynek nie nadąża
zbyt szybkie suche rytmy
przy tym bogactwie pląsów

trzmiele na wiolonczelach
pozornie senny spokój
złowieszczy czas zarazy

Zdarzenie w ogrodzie


Siedziałem przy biurku w bibliotece, gdy przez uchylony lufcik zaczęły dochodzić mnie coraz głośniejsze wrzaski srok. Wstałem, by sprawdzić przyczyny emocji ptaków.
Za oknem, po drugiej stronie domu odgrodzonego od bocznej drogi żywopłotem ze świerków,
skakało po gałęziach wrzeszcząc kilkanaście czarno-białych drapieżników.
Niżej, na mchu, krogulec przyciskał gołębia do ziemi i walił dziobem w grzbiet.
Krwawa rana szybko rosła. Wybiegłem z domu, rozpędziłem ptaki. Ranny gołąb odleciał, siadł na brzozie, ciężko dyszał.
Zaniósłbym go do weterynarza albo sam opatrzył ranę, gdyby nie uciekał. Próbowałem go dosięgnąć lecz wpadał w panikę i odlatywał coraz dalej.
Krogulec nie odlatywał przez kilkanaście minut. Czekał w bezpiecznej odległości, aż zdobycz będzie dostępna, gdy sobie pójdę. Kiedy wreszcie odleciał, ja też wróciłem do przerwanych zajęć.
Godzinę później, nie było widać ptaków a o zdarzeniu przypominały pióra rozrzucone na mchu.
Po upływie tygodnia pióra też zniknęły.
Czy warto było ratować gołębia?
Może pisklęta krogulca czekające na pokarm w gnieździe zdechły z głodu przez moją niepotrzebną pomoc?

jadwiga boso ubija kapustę w beczce



główkę odcinamy od korzenia, upokorzony gnije w glebie.

myśli w głowie się warzą rozważając: jeśli w główce
kapusty jest kapusta, jaki sens ma głąb?
gdyby w głębi głąba, w każdej jego komórce, ktoś
telefonował przez komórkę, mielibyśmy z pewnością
imponujący rozwój telefonii komórkowej.

z odciętych główek wycinamy głąby. poszatkowaną
główkę ubijamy z dodatkiem soli.
niech nam się kisi
dzięki jad-
wisi.