Luiggi
zmieniam w jego warsztacie opony
jesienią i na wiosnę; podczas pracy
śpiewa arie z oper vediego tak, że aż
ludzie przechodzący obok przystają;
kiedy kilka lat temu spytałem: czy nie
próbował zostać śpiewakiem operowym?
odpowiedział: nie, nie próbowałem,
bo musiałbym śpiewać za pieniądze
Na blogu przedstawiam niektóre teksty publikowane na portalach: nieszuflada.pl, rynsztok.pl, poezja-polska.pl, liternet.pl oraz poemax.pl w latach 2005-21. Autorką zamieszczonego portretu jest Julia Kaźmierska
powrót kota
deszcz jak ja rozpadał się
milczałem on gadał austriackie gadanie
można zasnąć rozpadałem się na litery
odwrotnie niż pietruszka lokaj z martwych
dusz gogola (nie mylić z google)
któremu z liter wiecznie wychodziło
jakieś słowo
wolałem układać palindromy na przykład
maska jak sam
na dodatek kot gdzieś
sobie polazł żebym miał
zmartwienie że moknie
milczałem on gadał austriackie gadanie
można zasnąć rozpadałem się na litery
odwrotnie niż pietruszka lokaj z martwych
dusz gogola (nie mylić z google)
któremu z liter wiecznie wychodziło
jakieś słowo
wolałem układać palindromy na przykład
maska jak sam
na dodatek kot gdzieś
sobie polazł żebym miał
zmartwienie że moknie
zbliżenia do wrażeń
na łące
klepię po karku, czuję ciepło z
zapachem siana, wtulam policzek
w sierść, patrzy zdziwiony, myślę,
co mi te wszystkie zamki, kościoły
pałace, obrazy, katedry, rzeźby z
entego wieku w stosownym
stylu, rży, rży dzieło sztuki,
podczas jazdy
z asfaltem rzeki płyną ryby
w ich wnętrzach dłonie ściskają
kierownice, w soczewce oka
brodzą owce na zboczu wzgórza
w soczystych trawach, jak łowcy
spojrzeń lub seksu za pieniądze,
maki dają znaki przy drodze
las we mnie
bluszcz pełznie po korze, dzięcioł
kuje spokój, cieszy cisza,
na skraju w trawie czatuje
kot jak obawa o stan kont
w banku oraz w niebie,
nie słyszę protestów, bluszcz bez
szelestu wysysa trzewia drzew,
ja w lesie
na lęki mogą mi pomóc
leki: sen, nadzieja, śmiech,
choć pęknę wkrótce, patyk pod
stopą, trzasnę w ogniu jak chrust,
nadzieja morzy sen do
rozpuku, śmiech smakiem maski
klepię po karku, czuję ciepło z
zapachem siana, wtulam policzek
w sierść, patrzy zdziwiony, myślę,
co mi te wszystkie zamki, kościoły
pałace, obrazy, katedry, rzeźby z
entego wieku w stosownym
stylu, rży, rży dzieło sztuki,
podczas jazdy
z asfaltem rzeki płyną ryby
w ich wnętrzach dłonie ściskają
kierownice, w soczewce oka
brodzą owce na zboczu wzgórza
w soczystych trawach, jak łowcy
spojrzeń lub seksu za pieniądze,
maki dają znaki przy drodze
las we mnie
bluszcz pełznie po korze, dzięcioł
kuje spokój, cieszy cisza,
na skraju w trawie czatuje
kot jak obawa o stan kont
w banku oraz w niebie,
nie słyszę protestów, bluszcz bez
szelestu wysysa trzewia drzew,
ja w lesie
na lęki mogą mi pomóc
leki: sen, nadzieja, śmiech,
choć pęknę wkrótce, patyk pod
stopą, trzasnę w ogniu jak chrust,
nadzieja morzy sen do
rozpuku, śmiech smakiem maski
Subskrybuj:
Posty (Atom)