wzgórze
z łysiny sterczy maszt telefonii. na skroniach las, twarz
ukryta w glebie. słyszy nasze rozmowy przez komórki,
oddziela fałsz od prawdy. wyrastają z niej prawdziwki.
czasem płacze, rzeka zalewa ulice miasta. wczoraj
podczas grzybobrania znalazłem tylko muchomory.
w maju przywołuje skraj lasu:
na złocącym żarnowcu śpiewa
pokrzewka czarnołbista, siwy
ptaszek w czarnej mycce artysty.
w głębi, w koronach dębów, zięba
proponuje temat jazzowy,
fletowi wilgi nadają rytm
spokojne odgłosy kukułki.
uważnie patrzę na wspinaczkę
mrówki po łodydze kwitnącej
konwalii, choć od dawna wiadomo
czego szuka w bieli kieliszków.