czarne konfetti
moja praca pod pokładem
to wkładanie śledzi
do maszyny-fileciarki.
przez rękawice czuję jak drżą
zanim znikną w maszynie.
duszę prześladują
śledzie-gapole
dusza polega.
gdy zasypiam po zmianie
roją się w oczach ich oczy.
serce kołacze słowami:
tracę poprzez pracę,
tracę poprzez,
tracę.
dom czeka u nasady, idę z plaży na końcu,
po obu stronach aleji jezioro prześwieca
przez drzewa, czasem ginie za trzcinami
idę do domu w cieniu starych drzew; obok
muszli koncertowej, patrzącej pustką na
restaurację „letniskowa” oraz przy klubie
wioślarskim, drzewa rozstępują się, jaśnieje
kiedy dotrę do domu, kąpielówki rozpięte
na skrzyżowanych patykach czarnego bzu,
będą suche; kiedyś chodziliśmy tędy razem,
jednak już od wielu lat idę sam, znikam jak
perkoz w gople, nurkuję w tamtym czasie