stolik

skalpele alp opale europy narty
w villars-sur-ollon chmury jak w
samolocie pod stopami zawroty głowy

sielawy z jeziora genewskiego
kelner rozumie niemiecki mówi
po francusku nie piję wina prowadzę

w lozannie opadal domu w którym
mieszkała cwietajewa kupuję
secesyjny stolik na trzech nogach

leżą na nim w holu listy z ostatnich
dni przeważnie rachunki bukowe
drewno pachnie starymi banknotami

pewnego dnia rozrywam obrożę konta
w banku zagryzam kurę co znosi złote
jajka wołam nakryj się stoliczku
cytat z leśmiana

zostawiam auto na parkingu, idę do banku,
mijam burdel, zbliża się człowiek niby potwarz,
powtarza: może pan wstąpi, mamy świeże
kurwy z ukrainy, takie cyce; przykłada
dłonie do piersi, odsuwa pół metra do przodu;

przypominam sobie scenę z filmu: młody
kołchoźnik patrzy w dekolt urodziwej
dojarki, mówi: lubię przyrodę ukraińską;

komentarz do wrażeń powtarzam w myśli: "w nic
rozwiała się dziewczyna i jej czar poczęty w
niebie, i pierś zakończona różową soczystką";

wchodzę do banku, wspominam słowa: ciebie
najdłużej z was czterech musiałam karmić piersią,
aż dwanaście miesięcy, za nic nie mogłam przestać,
tak płakałeś
sobota, znowu koszą

spaliny pachną siarką, kosiarka
zagłusza kosi śpiew, upodabnia
trawnik do fryzury rekruta.

pliszka widzi siebie w kałuży,
odlatuje zlękniona, ratuje
chwilę motyl na stylisku motyki.

ogon pliszki jest jak wskazówka
zegara, co się zastanawia,
czy dalej iść, czy może się cofać.