odlot pingwina

aż pewnego dnia,
tak niepewnego, jak ten, któremu
wszystkie odmówiły, pojął:
ptak to pakt o nieagresji
między możliwością lotu
a wyniosłością nieba z dumą
czworonożnego drapieżnika.

dzień - flaming grzebie w mule,
wyszukuje żyjątka w ostatnim śnie,
piórami barwi niebo.

myśl - bielinek pląsa nad łąką
przeczuć i skojarzeń, tak długo,
aż sens przyjmie postać
ciągów właściwych słów.

czasy lektur

chowa głowę pod kołdrę,
czyta przy świetle latarki;
gasi, gdy słyszy, matka otwiera drzwi,
udaje, że śpi; matka mówi:
oddaj książkę; oddaje „winnetou”
maya, nie oddaje „sztuki
kochania” wisłockiej; matka
myśli: jaki on dziecinny,
te wieczne zabawy w indian

w baden-baden nie idę z synem,
śladem fiodora, do kasyna;
ma rację auden, gdy mówi:
nie chciałbym mieszkać
z dostojewskim pod jednym dachem;
pijemy wodę mineralną, opowiadam,
co trzy lata przed śmiercią
pisał czechow do swojej narzeczonej;
widzę, że nudzę syna

twoja estyma, światku,
słabnie jak słabnę w czasie sjesty;
cichną odgłosy hien,
w odcieniach sjen myślę:
pragmatyzm łamie, rozszczepia
prawdę, jak pryzmat optyczny
światło, przekształca prawdę w korzyść;
wygrywa zysk niby
sen morzy, z niczego nic wynika

na skróty



idę do piekarni ścieżką
za ogrodami ponieważ
bliżej oraz bez spalin

wszyscy jak ja w dzieciństwie śpią
szklana kulka stuka o szkło
śpiewa sikorka modra

przypomina
barwą piór
o spalinach







mam żonę od czterdziestu lat
nigdy nie zamierzałem się rozwieść
czasem myślałem o zabójstwie