półwysep

dom czeka u nasady, idę z plaży na końcu,
po obu stronach aleji jezioro prześwieca
przez drzewa, czasem ginie za trzcinami

idę do domu w cieniu starych drzew; obok
muszli koncertowej, patrzącej pustką na
restaurację „letniskowa” oraz przy klubie
wioślarskim, drzewa rozstępują się, jaśnieje

kiedy dotrę do domu, kąpielówki rozpięte
na skrzyżowanych patykach czarnego bzu,
będą suche; kiedyś chodziliśmy tędy razem,
jednak już od wielu lat idę sam, znikam jak
perkoz w gople, nurkuję w tamtym czasie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz