Obrazek z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku niezupełnie pozbawiony  poezji (proza)

W wagonie panował półmrok a przez stukot pociągu z trudem dolatywały strzępki rozmów.
Na jednym z przystanków wsiadła atrakcyjna kobieta i zająwszy wolne miejsce naprzeciw
zaczęła badawczo na mnie patrzeć. Trochę mnie krępował jej wzrok ale zebrawszy się 
na odwagę, wzmocnioną  powabem i przychylnością  spojrzeń, ja dorosły facet 
( za takiego się wtedy uważałem) zerkałem w jej kierunku, jak jakaś panienka, co mnie złościło 
i potęgowało onieśmielenie.
Wagon nie miał przedziałów. Ci za moimi plecami, wspominali jaka przed wojną była dobra
kiełbasa,
- nie taki szajs jak teraz.
Mówili powoli, mlaskając a zapach czosnku, który falami napływał do mnie, mieszał się
z dymem papierosów i tanimi perfumami dziewczyny siedzącej obok. 
Bezcremonialnie wpatrująca się kobieta podobała mi się coraz bardziej a uporczywy jej wzrok
potęgował napięcie,niemal przymus więc spojrzałem na okno i powiedziałem:
-chyba będzie deszcz.
Kobieta pochyliła się ku mnie i szeptem prawie, uśmiechając się,powiedziała:
-nie powinien pan tak dużo palić.
-Ma pani rację ale tak trudno jest rzucić palenie. Zgasiłem papierosa.
-Mój wuj był w enerde i kupił sobie, no wiczura, owczarka alzackiego.
Usłyszałem z boku słowa dziewczyny, skierowane do mężczyzny siedzącego pod oknem.
-Tego, co kiedyś zjedliśmy, teraz już nie zjemy. Sapnął jeden za moimi plecami
-Pan to chyba jest artystą, powiedziała kobieta z przeciwka w zamyśleniu.
-Nie, ja jestem tak zwanym inteligentem technicznym, jeśli nazwa inteligent tu wogóle
jest stosowna.
-I ten pies, wcale nie chciał szczekać.
-Pan to powinien rzucić i zostać muzykiem.
-Dlaczego akurat muzykiem? Uczyłem się kiedyś przez rok grać na pianinie ale wyniki
były opłakane. Zdobyłem za to mistrzostwo szkoły muzycznej w ping- ponga.
-Pan jest bardzo podobny do kompozytora, którego uwielbiam a ja wierzę w jedność
podobieństw wewnętrznych i zewnętrznych.
-A jaki salceson był!
-I drażnili go a on kurę zagryzł a nie szczekał.
-Nie wierzę żeby pana nie interesowała sztuka.
-Owszem, mówię, piszę trochę wiersze do szuflady.
-Wchodził człowiek do sklepu a tam wołowina, z kością, bez kości, schab, karkówka,
cielęcina, polędwica. Panie.
-A jakie wędliny!
-Mam nadzieję, że nie te współczesne. Twarz jej wyrażała prawdziwy niepokój.
-Aż ciotka mówi, co się dziwić, w niewoli u Niemca był, to tak biedaka zastraszyli,
że nawet szczekać się boi.
-A co pani ma przeciwko współczesnej poezji.
-Dla mnie poezja skończyła się na Tuwimie. I zaczna recytować: "Gdzie najsmutniej
dziewczyno, tam nasze spotkania, tam potrzebna obecność twoja miłosierna, na spacerze
antycznym, na ścieżce rozstania, gdzie szumi serca mego bezsłowność pośmiertna..."
Piękna rozmarzona twarz. 
-Dlaczego pan, panie Józku taki nieogolony, powiedziała dziewczyna do mężczyzny
pod oknem.
-A po co mam się golić. Dla kobity kłak, sam smak.
-"Ciężką płytą grobową i co krok te cienie. Cichy księżyc nad starym cmentarnym 
  teatrem i wierny wiatr w orkiestrze i jesień na scenie." - Półprzymknięte powieki.
-A jaka kaszanka!
Wysiadłem na najbliższym przystanku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz